Nocą modlę się o świt -
nie nadchodzi
W słońcu modlę się o deszcz -
nie chłodzi
Nie mam nic, czego chcę ze wszystkich si
Chciałem prawdy - mam
fałszSzczęścia - lecz płacz pierwszy był
Wszystko o co proszę go, może błahe zbytBy wysłuchał wreszcie mnie i
dał mi spokójGdy wreszcie przed nim stanę, to wszystko mu wygarnęJak
było a jak mogło być gdyby mnie lubiłA gdy mu już nagadam, to może go
ubłagamCzy by mi nie dał jeszcze żyć
Chciałem ciepła jej - a mróz okna malowałChciałem znaleźć sens gdzieś w
nas - ktoś go schowałPewnie znów tym milczeniem dam się zbyćWalę głową
o mur i powiem mu - nie chcę nic
Wszystko o co proszę go...
Sam nie wiem skąd - nagle coś dorwało mnie
Sam nie wiem co - powiedziało: robisz źle
Czas tracisz - chyba go za dużo masz
Zapłacisz nim pojmiesz w co grasz
Do przodu idź - spróbuj trochę z siebie dać
Do przodu idź - po co w miejscu stać
Choć nie wiem dokąd znowu rzuci mnie
Przed siebie - przecież wrócić nie ma gdzie
Trochę w przód, trochę w tył, czasem w bok - by nie zobaczył nikt
Raz na szczyt, raz na dno - przecież to żaden wstyd
Wiem teraz czego chcę - nie przekonasz mnie
Że najlepiej jest jak było dotąd
Wiem, muszę silnym być - wciąż przed siebie iść
Wygrać co się da - to cały ja
Oszaleć - czując zapomniany smak
Odnaleźć - czego zawsze było brak
Iść wszędzie - byle jak najdalej stąd
I zdążyć - nim pomyślę że to błąd
Trochę w przód...
W marzeniach jesteś gdzieś daleko stąd
Na wielkim luzie, amerykański boy
Twój świat, Twój dom to Chicago
Szarpałeś druty przez dziesięć lat
W Chicago chciałeś bić gruby szmal
Twój świat, Twój dom to rock'n'roll
Hej, to iluzja, wytwór Twojej wyobraźni
Hej, to iluzja Chicago jest daleko stąd
Hej, to iluzja, wytwór Twojej wyobraźni
Hej, to iluzja, nie okłamuj się
A kiedy wreszcie obudzisz się
Powitasz dzień i zostawisz gdzieś
Swój świat, swój sen o Chicago
Marzenia odrzuć nie jesteś sam
Naprawdę nie wiesz jak żyją tam
Pożegnaj Chicago goodbye