Nocą modlę się o świt -
nie nadchodzi
W słońcu modlę się o deszcz -
nie chłodzi
Nie mam nic, czego chcę ze wszystkich si
Chciałem prawdy - mam
fałszSzczęścia - lecz płacz pierwszy był
Wszystko o co proszę go, może błahe zbytBy wysłuchał wreszcie mnie i
dał mi spokójGdy wreszcie przed nim stanę, to wszystko mu wygarnęJak
było a jak mogło być gdyby mnie lubiłA gdy mu już nagadam, to może go
ubłagamCzy by mi nie dał jeszcze żyć
Chciałem ciepła jej - a mróz okna malowałChciałem znaleźć sens gdzieś w
nas - ktoś go schowałPewnie znów tym milczeniem dam się zbyćWalę głową
o mur i powiem mu - nie chcę nic
Wszystko o co proszę go...
Wciąż nie rozumiem co się z nami stało
Każdego dnia ranisz moje serce
Dziwisz się, że nie jestem sobą
Czy Ty naprawdę nie rozumiesz
Coś we mnie pękło, wypaliło się
Powiedz, czy to grzech
Kochać Cię tak bardzo i nienawidzieć, nienawidzieć
Kiedy okłamujesz mnie
Jestem jak mroźny wiatr jak twarda skała
Nie chcę tylko brać nie dając nic w zamian
Chciałbym móc kochać tak jak kiedyś
Już brak mi sił by o to walczyć
Świat się rozpada, a my razem z nim
Powiedz...
Niech będzie tak jak tego chcesz
Zabierz swój płaszcz i adres w sercu skreśl
Jestem dziś tak samotny, że mógłbym sprzedawać łzy
Noce są teraz dłuższe, dłuższe dni
Pewności jakby mniej, że warto żyć dla kogoś
Że świat jest taki piękny i naprawdę mój
Niech będzie tak jak tego chcesz
Zabierz swój płaszcz i adres w sercu skreśl
Za oknem jeszcze zgiełk, Anioł Stróż pytał o Ciebie
Lecz cóż mu dzisiaj powiem - nocny wpadł gość
Więc w kolejną wejdę noc, zdarzeń ulotnych puch
Lubię powłóczyć się kiedy deszcz, jak wino upija
Niech będzie tak jak tego chcesz
Zabierz swój płaszcz i adres w sercu skreśl